Poddanie się

Marcin Żarek

Poddanie się jest najlepszą i najskuteczniejszą drogą na skróty w podróży do siebie, na drodze rozwoju osobistego. Poddanie oznacza rezygnację z własnych oczekiwań. Oczekiwania natomiast są wynikiem działania przekonań i założeń. Poddając się rezygnujesz z użycia systemu przekonań, nie ma miejsca na Sędziego i Ofiarę. Jest tak jak jest - bez żadnego oceniania.

Otwierasz się na to, co Stwórca ma dla ciebie w tym akurat momencie. Możliwe, że nie jest to to, czego byś oczekiwał, ale jest to coś, co możesz ze spokojem przejść i patrzeć w którą stronę cię to zaprowadzi.

W momencie poddania się akceptujesz kierunek, w którym płynie twoje życie. Jest to bardzo ważne. Bowiem twoje życie płynie we właściwym kierunku. Można w to wierzyć, albo nie. Jeśli jeszcze tego nie zauważasz - jest tak dlatego, że twoje postrzeganie jest załamywane przez przekonania i systemy obronne, które rozwinąłeś przez lata. Przekonania nabyłeś od innych ludzi - od rodziców, nauczycieli, przyjaciół i innych osób. Przekonania oparte na strachu nie mają nic wspólnego z tym, co jest autentycznie twoje - z tym co masz do zrobienia w tym życiu na ziemi.

Przekonania często namawiają cię do tego by ciągle walczyć, starać się bardziej, żeby coś lub kogoś zdobyć. A gdy już to masz -to trzeba tego bronić - znowu starać się i walczyć by nie stracić. A jak stracisz - czujesz ból i uczucie straty. I pewnie znowu będziesz walczył, by to coś odzyskać lub zasłużyć na nowe. I tak w kółko - piekło codziennej egzystencji. Religie mówią o piekle i niebie po śmierci. Lecz piekło mamy już teraz. Tu- na ziemi. Jest to piekło ustawicznego tkwienia na pozycjach, które karze nam utrzymywać nasz umysł i system przekonań.
Możesz wybrać co innego - po prostu poddanie się. Zamiast walczyć -po prostu zatrzymać się, być i przyjąć bez dyskusji to, co przychodzi. Umysł będzie mówił: "To nie to, czego chciałeś". Prawda jest taka, że jest to nie to, czego chciał umysł. A ty nie jesteś swoim umysłem. Może nawet umysł podsunie ci ból, żeby zmusić cię do dalszej walki. Przejdź ten moment i po prostu otwórz się na prezenty, które świat ma w tym miejscu dla ciebie. Przejdź od walki i strachu do akceptacji, spokoju i miłości. Nie trzeba nic zmieniać. Jeśli coś jest niepotrzebne - odejdzie samo, gdy skończysz z tym walczyć.

Jeśli mam sporą nadwagę mogę, zamiast ciągłej walki o schudnięcie, po prostu poddać się i zaakceptować siebie takiego jakim jestem w danym momencie. Dopiero wtedy - mając dobry kontakt ze sobą mogę zauważyć jakieś procesy, które powodują, że jem za dużo lub rzeczy niezdrowe. I kochając i akceptując siebie może podejmę decyzje, aby jeść w inny sposób. Gdy znika przyczyna - znika też i skutek. Wiele razy dostrzegałem wzorce w moim zachowaniu - gdy ktoś mnie krytykuje - np. żona czy syn, , lub gdy mój umysł myśli, że ktoś mnie krytykuje /rany emocjonalne czasem powodują wypaczenie percepcji/ - ja biorę to do siebie i zaczynam być głodny. Robię coś dla siebie, żeby wynagrodzić sobie upokorzenie.
Ale najlepszą rzeczą jaką można dla siebie zrobić to po prostu być - być radosnym i szczęśliwym i akceptować siebie. Ja wiem, że łatwo jest tak powiedzieć lub napisać, a trudniej zrobić. Ale to tylko takie przekonanie, że to jest trudne. Jest to coś, czego każdy z nas pragnie - kochać siebie.

Zamknij oczy. Skup swoją uwagę na sercu - na miejscu, które jest twoim centrum energii miłości i akceptacji. Poczuj siebie w środku. I wejdź jeszcze głębiej. Powiedz do siebie: Jestem miłością. Jestem akceptacją. Jestem szczęściem i radością. Jestem miłością. Można włączyć w ten proces też i działanie - masaże, kąpiel w płynach zapachowych, kosmetyczka, solarium. Ale początkiem jest poddanie się.

Inny przykład poddania się z mojego życia. Od wielu lat bałem się występów publicznych. Nie inaczej było na kursach wiedzy tolteckiej. Owszem, wypowiedzieć się nie było problemem. Problem był w sytuacjach, gdy don Luis, mój nauczyciel toltecki, prosił mnie o wystąpoienie na środek i opowiedzenie czegoś lub wyjaśnienie czegoś. Opanowywał mnie strach, szczególnie że musiało to być po angielsku, albo nie daj boże po hiszpańsku. Unikałem takich sytuacji, a gdy przychodziły - wycofywałem się. Po prostu mówiłem -"Nie. Nie chcę. Nie wiem". Pierwszy raz zdecydowałem się na wyjście i publiczne wyjaśnienie jakiegoś zagadnienia na kursie Mistrzostwa Świadomości w Belgii. Miałem mówić o "byciu w chwili". Strach był ogromny. Poddałem się - wyszedłem na środek. Usiadłem przed grupą. I ponownie poddałem się. Opadłem "w siebie" i po prostu zacząłem mówić. Było to doświadczenie niesamowite. Zacząłem mówić z serca. Nie z umysłu. Nie było ani słowa przygotowanego, wszystko było informacją płynącą z serca. I prezentacja, mówiąc nieskromnie, była niesamowita. Samo przełamanie, poddanie się było niesamowite. W sali zrobiło się gorąco. Ludzie zaczęli zdejmować swetry, trzeba było otworzyć okno.

Jest to doskonały przykład tego, że poddanie się przynosi prezenty. Jakie - nikt nie wie zanim się nie podda. Ja zacząłem poddania się używać jako narzędzia w wystąpieniach przed ludźmi.
Inny przykład poddania się. A raczej nie poddania się i konsekwencji, które poniosłem. Jechałem na kurs do Irlandii. Miałem zarezerwowane miejsce w pokoju wraz z pewnym Amerykaninem. W Irlandii chciałem też zobaczyć kilka miejsc związanych ze starymi irlandzkimi tradycjami - Newgrange, Knowth, Tara, itd. Po przylocie okazało się, że całość za pokój muszę płacić sam, bo Amerykanin nie chce wspólnego pokoju. A ja zamiast poddać się i spokojnie przyjąć to co mi świat daje -wpadłem w jakąś paranoję. Uruchomiły się moje przekonania i wzorce zachowania związane ze stratą finansową i brakiem obfitości. Obraziłem się, wróciłem taksówką na lotnisko i wynająłem samochód. Pojechałem do Newgrange. Owszem mieszkałem tam w tanim pensjonacie i zaoszczędziłem sporo euro, ale wydałem dużo na taksówki i wynajęcie samochodu. Poza tym straciłem możliwość spotkań z Luisem i możliwość uczestniczenia w specjalnym kręgu mężczyzn, o którym dowiedziałbym się gdybym od razu zamieszkał tam gdzie odbywał się kurs. I w efekcie wydałem więcej pieniędzy niż wydałbym pozostając w tym samym hotelu. To tyle na temat iluzji kontroli nad życiem i chęci podejmowania własnych decyzji za wszelką cenę. Owszem - zawsze można mieć swoje zdanie i można chcieć posiadać szeroki wachlarz wyborów. Ale ceną za to jest strata energii. I strata innych rzeczy.

Tak więc poddanie się jest przeciwieństwem utrzymywania kontroli za wszelką cenę. Kontrola w rzeczywistości jest tylko iluzją. Wydaje nam się, że możemy kontrolować innych i nasze życie. Kontrola oznacza przywiązanie do oczekiwań i zawsze prowadzi do bólu spowodowanego stratą lub nie osiągnięciem, tego co się zaplanowało. Poddanie natomiast to wyraz zaufania do świata i gotowości przyjęcia wszystkiego co przychodzi. Wtedy nie musimy się bać. Bo wiemy o tym, że cokolwiek będzie- będzie dobrze. Bo jeśli szczęście i miłość nosimy w sobie - nie musimy szukać ich na zewnątrz. Wtedy nie trzeba walczyć - można po prostu być.

Poddanie się może być twardą lekcją - szczególnie dla tych osób, które mają tendencję do dominowania, narzucania swojej woli, kontrolowania siebie i innych, dla tych którzy szukają zawsze dużego wyboru i chcą zawsze dokonywać własnych wyborów. Dla nich poddanie się będzie bolesne. Tak jak było i często ciągle jest dla mnie. Ale jest to ogromna droga na skróty. Jest to droga na skróty do serca.

Jaka to lekcja twarda i piękna zarazem. Poddawać się w każdej chwili. Żyć chwilą obecną. Być w chwili i poddawać się w każdej chwili. Z miłością i akceptacją przyjmować to, co świat ma dla mnie w tym momencie I iść dalej - do następnego momentu. Płynąć w rzece życia - zamiast miotać się i udawać, że mogę wszystko kontrolować - po prostu poddać się. Zamiast kontrolować świat - mieć kontrolę nad swoją reakcją na to co przychodzi. Ile energii zostaje wtedy przy mnie. I jakie wspaniałe rzeczy mogę zrobić używając tą energię - mogę maksymalnie wykorzystać każdą okazję, każdy moment mojego życia. Pamiętając o tym, że jestem na tym świecie po to, by oczyścić swoje rany emocjonalne i po to by znajdować radość i szczęście w każdej chwili. I dzielić się miłością, którą jestem.

Nie znaczy to, że jestem oderwany od świata, że nie dotyczą mnie problemy świata. Nie. Takie rzeczy przychodzą też i do mnie, ale ja je widzę takimi jakie są. I robię to co akurat jestem w stanie zrobić w danym momencie - ani mniej ani nic więcej. I nie oceniam siebie i nie mam pretensji do siebie , że zrobiłem coś nie tak.

Tworząc sen oparty na miłości zauważysz, że nie trzeba dużo robić. Potrzebna jest po prostu obecność i otwarcie na świat i innych ludzi. Reszta przyjdzie sama.