Pomimo generalnych podobieństw, ścieżki rozwoju duchowego dla kobiety i mężczyzny są różne. Jest tak dlatego, że kobiety wiedzą jaki jest ich cel życiowy, znają swoją prawdę, a mężczyźni dopiero muszą tego poszukiwać.

Mężczyzna ma do pokonania więcej przeszkód związanych z udomowieniem /wychowaniem/. Mężczyzna nie ma pojęcia co to znaczy być mężczyzną, ponieważ w procesie udomowienia był wychowywany głównie przez kobiety - przez matkę, starszą siostrę, przedszkolanki i nauczycielki. Mężczyzna musi wiele odrzucić, aby dotrzeć do swojego środka i zacząć wyrażać swoją prawdę.

Cel kobiety jest dla niej widoczny, jest uwarunkowany przez budowę fizyczną - kobieta tworzy i rodzi. Nie znaczy to, że celem kobiety jest wyłącznie prokreacja. I nie oznacza to, że kobieta, która nigdy nie urodziła dziecka ma czuć się niezrealizowana. Kobiety są po prostu z natury bardziej kreatywne i twórcze w różnych aspektach. Mogą natomiast mieć kłopoty w realizacji, w zewnętrznej manifestacji i w działaniu na zewnątrz. My, mężczyźni, nie mamy kłopotów z zewnętrzną realizacją. Musimy jednak sporo się napracować, by dotrzeć do własnej wewnętrznej kreatywności. Bo jeśli tego nie zrobimy, to "nasza realizacja" jest realizacją snu ludzi, którzy mieli wpływ na nasze wychowanie.

Kobieta jest "w sobie". Nie musi, jak mężczyzna, szukać wszystkiego na zewnątrz - w działaniu. Kobiety są bardziej zainteresowane sobą i na ogół dobrze siebie znają. Dotyczy to też ciała emocjonalnego. Kobiety żyją w emocjach i uczuciach i umieją sobie z nimi radzić. Potrafią rozmawiać o uczuciach /np. z przyjaciółkami/.

Mężczyźni, natomiast, żyją w działaniu. Są na zewnątrz. Zostali przez swoje matki nauczeni, że facet powinien być twardy, powinien dbać o rodzinę, i powinien ukrywać swoje emocje. Słabość jest wadą. Mężczyzna nie powinien więc okazywać słabości czy niewiedzy. I w tym ciągłym działaniu mężczyźni nie zwracają uwagi na swoje wnętrze. Nie zwracają uwagi na swoje uczucia. A emocje i uczucia nie zauważane i nie wyrażane gromadzą się i w pewnym momencie wybuchają.

Chłopcy są, podobnie jak dziewczynki, wychowywani głównie przez matkę. Większość mężczyzn zapytana kto nauczył ich być mężczyzną odpowie - ojciec. Ale po chwili zdają sobie sprawę, że tak naprawdę do życia przygotowała ich mama. W naszym społeczeństwie /i nie tylko w naszym/ istnieje wzorzec, że mężczyzna pracuje, chodzi do pubu z kolegami, etc, a wychowywaniem dzieci zajmuje się kobieta. Ojciec jest nieobecny w domu. Kiedyś ojcowie szli na wojnę, ginęli i dziećmi zajmowała się matka. Teraz albo rodzice są rozwiedzeni albo ojciec jest w pracy lub przy telewizji i gazetach. Nawet jeśli jest obecny w domu, nie daje synowi dobrego przykładu jak być mężczyzną. Sam tego nie wie - bo nie nauczył go tego jego ojciec.

I z konieczności osobą, która uczy chłopca jak być mężczyzną jest matka. Tylko skąd kobieta może wiedzieć, co to znaczy być mężczyzną? Więc mama uczy go tak jak jej się wydaje że mężczyzna powinien postępować. Czyli uczy go jak być dobrym dla niej i dla kobiet w ogóle. W ogromnym skrócie oznacza to: uczy go, że ma być porządny, regularnie się golić, być uprzejmym dla niej i innych kobiet. Uczy też, że mężczyźni nie płaczą, czyli że trzeba ukrywać swoje emocje. Mężczyzna ma być twardy, bo od niego zależy byt całej rodziny. Nie może okazywać więc słabości. I w ten sposób produkowani są okaleczeni emocjonalnie ludzie płci męskiej. Matka mówi chłopcu jaki ma być, często chce go zmienić.

Jest jeszcze inna sprawa. Jest wiele rodzin, gdzie rodzice są rozwiedzeni lub ojciec pije, zdradza lub bije żonę, albo np. nie pozwala jej realizować się poprzez pracę. Żona ma tak duży żal i pretensję do męża, że wychowuje syna na zasadzie "abyś nie był taki jak twój ojciec. Zobacz jak przez niego cierpię." A nawet jak tego nie mówi to tak czuje i daje to odczuć dzieciom. Nawet w tych przypadkach, gdy mąż jest w domu, nie pije i nie bije, kobieta nie pokazuje całego swojego potencjału, ponieważ boi się, że mąż od niej wtedy odejdzie. Tak więc kobieta nie zajmuje należnego jej miejsca w partnerstwie, wycofuje się i ma o to nie wyrażony żal do męża i mężczyzn w ogóle.

Więc matka mówi do syna bezpośrednio lub daje mu do zrozumienia na poziomie energetycznym /nie wyrażony żal do męża/, jaka jest biedna i skrzywdzona przez mężczyznę. A chłopiec chce pomóc mamie. Więc odrzuca męskość symbolizowaną przez ojca. Ale sam też jest mężczyzną. I tak pojawia się specyficzne impotencja, w wyniku której chłopiec, a potem mężczyzna, nie jest pewny swojej męskości, boi się oceny, gromadzą się w nim wyrzuty sumienia i chęć ucieczki.

Tak więc chłopiec jest wychowywany przez matkę wg. jej ideału mężczyzny i jednocześnie stopniowo buduje tą swoistą impotencję. I powstaje w ten sposób nie wyrażona pretensja do matki. Ogromna pretensja, która potem przenosi się na inne kobiety, szczególnie partnerki. Drogie panie, jeśli wasi mężowie mają jakieś pretensje i żale do was, to ma to bardziej związek z ich matkami i kobietami w ogóle niż z wami. I tak pewne sprawy przechodzą z pokolenia na pokolenie.

Tak więc mężczyźni są wychowani przez matki w ten sposób, że chowają swoje uczucia, nie dostrzegają ich i nie wyrażają.

Nie zauważanie i nie wyrażanie swoich uczuć prowadzi do ich gromadzenia się a potem wystarcza już tylko drobna iskra, a powstaje wybuch agresji. Skierowany do niewłaściwej osoby, bo w momencie powstania uczucie nie zostało wyrażone. Agresja wybucha najczęściej w domu i skierowana jest do najbliższych - żony i dzieci.

Mężczyźni nie tylko nie zauważają swoich uczuć, ale też nie potrafią ich wyrazić we właściwy sposób, jeśli już nie można ich dalej skrywać. Jeśli chodzi o uczucia, to my mężczyźni jesteśmy jak ślepi. Pojawia się uczucie, omijamy je /tzn myślimy dalej/, w końcu już nie da się tak dalej. Ktoś nas wkurza - np. wyprzedzający nas samochód - na to reagujemy agresją - dalej - ścigać się, żeby pokazać kto tu jest lepszy.

Albo inny przykład. Szef mnie objechał w pracy /poczułem, że jestem gorszy albo poczułem się bezradny, ale tego nie okazałem, bo nie wypada - mam swoją godność/, koledzy znowu byli wobec mnie złośliwi /nie powiem im jak fatalnie się z tym czuję, bo będą jeszcze bardziej się czepiać/ , w pracy później byłem bardzo zmęczony /ale przecież nie mogę okazać słabości szefowi/, w drodze do domu był korek /zdenerwowałem się, ale słuchałem dalej radia/, po wyjściu z samochodu spotkałem kolegę, który zaprosił mnie na piwo /odmówiłem ale z żalem, bo muszę być w domu/. I jeszcze kilka innych sytuacji, w których nie myślałem o tym jak się czuje i nie mówiłem o tym , nie uzewnętrzniłem tego. Wchodzę do domu - a tam dziecko płacze. I w tym momencie coś we mnie pękło. A tutaj już nie muszę się kryć. Jestem wkurzony maksymalnie. Krzyczę, mam pretensje. Co to za dom?. Miałem taki ciężki dzień i wszystko wytrzymałem , a w domu nie mogę wytrzymać pięciu minut. Żona mnie poucza, że źle się zachowuję w stosunku do dziecka. I moje agresja kieruje się w jej stronę. Dochodzi żal pochodzący z dzieciństwa a skierowany do matki i projektowany na żonę i sprawa staje się skomplikowana.

Jest to typowa scenka. Mnie też często zdarzało się tak zachowywać. I jest to typowy schemat dla mężczyzny. Dlatego tyle mówi się o męskiej agresji w relacjach partnerskich. I nie jest to wymysł kobiet. Tak po prostu jest. Tyle, że prawdziwą przyczyną jest odseparowanie mężczyzny od ciała emocjonalnego i brak umiejętności wyrażania uczuć.

Więc tak wygląda sprawa wyrażania uczuć u mężczyzn. Odcinają się od swojego ciała emocjonalnego i nawet nie wiedzą, że coś czują. Nie wiedząc o tym, oczywiście nie wyrażają uczuć. Nie mówiąc już o rozmawianiu o nich. Uczucia się kumulują i wybuchają - najczęściej w postaci agresji,.

Brak kontaktu z własnym ciałem emocjonalnym i swoimi uczuciami to ogromne zubożenie życia. Bez tego nie sposób utrzymywać zdrowych relacji z innymi ludźmi. Bez tego nie można mieć zdrowej relacji z sobą samym.

Jeśli mężczyzna nie ma kontaktu ze swoimi emocjami, oznacza to że nie ma kontaktu z własnym sercem. To, co robi, pochodzi z jego umysłu i jest robione na podstawie utrwalonych wzorców działania. Nie jest kreatywny i, oczywiście, nie ma kontaktu ze swoją intuicją. W ten sposób żyje sen kogoś innego - żyje sen swojej mamy, sen swoich pracodawców itd. I gdzie tu miejsce na jego własną prawdę? A człowiek, aby żyć szczęśliwie, musi wyrażać swoją prawdę. W każdej chwili - chwila po chwili.

Więc co należy robić, by móc wyrażać swoją prawdę? My, mężczyźni, musimy od nowa nauczyć się łączyć ze swoim ciałem emocjonalnym. Umysł mamy doskonale wyćwiczony w odcinaniu się od niego. Musimy więc kroczyć ścieżką wojownika. Musimy walczyć z własnym umysłem. Możemy w każdej chwili zatrzymać się , zwrócić uwagę na swoje wnętrze i zdać sobie sprawę , co czujemy. Jestem zły, czuję strach, że mi się nie uda, jestem senny, czuję się rozdrażniony, czuję się źle, boli mnie głowa, jestem smutny, jestem szczęśliwy, czuję radość, czuję strach przed odrzuceniem, czuję obrażoną dumę, czuję się gorszy, boję się że mi się nie uda itd.. Umysł będzie protestował - umysł jest nauczony, że nie czujesz strachu, więc np. bólu głowy nie nazwie strachem, prawdziwe uczucia są schowane czasami bardzo głęboko. I nie znikną.

Trzeba się do swoich uczuć przyznać. Trzeba powiedzieć do siebie - tak, boję się. Powiedzieć do siebie albo do innych. To jest prawdziwe bohaterstwo. Przyznać się do swojego strachu, do swojej słabości, do tego, że czujesz żal do kogoś, czy nawet do swojej radości. Trzeba rozmawiać o tym, co się czuje. Trzeba wyrażać swoje uczucia i emocje. Pamiętając, że jeśli jest to złość lub agresja - muszą być wyrażone w taki sposób by nie niszczyć ludzi wokół ciebie. Bo chodzi o wyrażenie swojej prawdy, a nie o wymuszenie na zewnątrz swoich racji. Trzeba o tym świadomie pamiętać i ćwiczyć. Nie jest to łatwe.

Gdy zaczniesz rozmawiać o tym, co czujesz, gdy zaczynasz to uzewnętrzniać - presja znika. Te uczucia już się nie gromadzą w środku. One wyszły na zewnątrz, a ty masz okazję iść dalej i widzieć świat i ludzi jakimi są, a nie poprzez pryzmat nie wyrażonego uczucia.

Oczywiście, jak już napisałem, nie jest to łatwe. To jest jak nauka nowej umiejętności. Trzeba to ciągle ćwiczyć. Czasami nie wychodzi, to trudno. Idziesz dalej - zauważasz to, co czujesz i wyrażasz to, mówisz o tym, co czujesz. Umysł będzie protestował.. Przyciągnie takie sytuacje, w których nie będziesz w stanie zobaczyć lub powiedzieć, co czujesz. Może ktoś cię skrytykuje albo nawet wyśmieje. Ale pamiętaj - nie jesteś swoim umysłem. A inni - tak są po prostu zaprogramowani. Takie są normy społeczne. Faceci o uczuciach nie rozmawiają. Faceci nie mają uczuć. Wyjdź więc ze starego snu planety i zacznij tworzyć swój własny sen. Będzie to trudne, bo robisz to pewnie po raz pierwszy, ale wkrótce zobaczysz efekty. Staniesz się bardziej odpowiedzialny i szczery wobec siebie i innych, i za takiego będą cię brali inni ludzie, szczególnie kobiety. Staniesz się spokojniejszy i łatwiej będzie ci znaleźć się w życiu. I, co więcej, kiedy będziesz miał kontakt ze swoją wewnętrzną żeńskością /sferą emocji i uczuć/ - polepszy się twój kontakt z zewnętrzną żeńskością - twoją żoną czy dziewczyną.
To nowy świat, który stoi przed mężczyzną. Świat uczuć i emocji, a wraz z nimi świat przeczuć i intuicji, nowy sposób wyrażania siebie i podejmowania decyzji.

Zadaniem mężczyzny jest kroczyć przez życie wyrażając na każdym kroku swoją prawdę. Mając połączenie ze swoją częścią żeńską i kierując się intuicją - mieć połączenie ze swoim sercem. I wszystko co robi pochodzi właśnie z serca. Ten wewnętrzny sposób kreacji, tworzenia to wyraz połączenia z jego częścią żeńską /kobiety mają to w sposób naturalny/. Ale mężczyzna ten ma jednocześnie połączenie ze swoją męską częścią, która realizuje tą wewnętrzną prawdę i wizję na zewnątrz - w śnie zewnętrznym. Taki jest współczesny prawdziwy mężczyzna. Mężczyzna z Mocą w Sercu.